PISANIE PRAC

Piszemy prace na zamówienie. Każda z prac przygotowywana jest indywidualnie na zamówienia dla klienta. Nasz kadra zmierzy się z każdym polonistycznym tematem. Więcej informacji:

INFO

ŚCIĄGI WYDRUKOWANE

Opracowaliśmy unikalne zestawy ściąg. Są to gotowe, wydrukowane komplety ściąg, które zostały przygotowane na bieżącą maturę. Więcej informacji o ściągach:

MATURA CD

Dzięki naszej płycie bez problemu przygotujesz się do matury. Na CD umieściliśmy gotowe wypracowania, opracowania, powtórki epok oraz wiele dodatków i bonusów, które pomogą Ci przygotować się do matury. Więcej informacji na temat wypracowań:

INFORMATOR

Strona główna » Matura cd » Ściągi z polskiego wypracowania z polskiego » Wypracowania z polskiego - spis  »  

>>>Kup "matura cd" !!!<<<

 

Wypracowanie to zostało zamieszczone automatycznie poprzez przekonwertowanie plików DOC na TXT. Skutkiem czego niektóre wypracowania są zamieszczone w nieestetyczny sposób za co bardzo przepraszamy wiąże się to z brakiem tabel i formatowania tekstu w plikach txt jak to ma miejsce w oryginalnych plikach doc zamieszczonych na płycie. Zamieszczone wypracowanie jest jedynie elementem informacyjnym i potwierdzającym wielkość naszego zbioru.


Poniżej przedstawione jest jedynie początkowa część wypracowania
znajdującego się na matura cd.
Oczywiście nie przedstawiamy całości
w celu zabezpieczenia się przed kopiowaniem.



MIESZKANIE KSIĘDZA - STÓŁ NAKRYTY, TYLKO CO PO WIECZERZY - KSIĄDZ - PUSTELNIK - DZIECI - DWIE ŚWIECE NA STOLE - LAMPA PRZED OBRAZEM NAJŚWIĘTSZEJ PANNY MARYI-NA ŚCIANIE ZEGAR BIJĄCY Ich hob alle mürbe Leichenschleier auf, die in Särgen lagen - ich entfernte den erhabenen Trost der Ergebung, bloss um mir immer fort zu sagen: Ach, so war es ja nicht! - Tausend Freuden sind auf ewig nachgeworfen in Grüfte und [du] stehst allein hier und überrechnest sie! Dürftiger! Dürftiger! Schlage nicht das ganze zerrissene Buch der Vergangenheit auf!... Bist du noch nicht traurig genug? Jean Paul KSIĄDZ Dzieci, wstawajmy od stoła! Teraz, po powszednim chlebie, Klęknijcie przy mnie dokoła, Podziękujmy Ojcu w niebie. Dzień dzisiejszy Kościół święci Za tych spółchrześcijan dusze, Którzy spomiędzy nas wzięci Czyscowe cierpią katusze. Za nich ofiarujmy Bogu. (rozkłada książkę) Oto stosowna nauka. DZIECI (czytają) Onego czasu... KSIĄDZ Kto tam? kto tam stuka? (Pustelnik wchodzi ubrany dziwacznie) DZIECI Jezus, Maryja! KSIĄDZ Któż to jest na progu? (zmieszany) Ktoś ty taki?... po co?... na co? DZIECI Ach, trup, trup! upiór, ladaco! W imię Ojca!... zgiń, przepadaj! KSIĄDZ Ktoś ty, bracie? odpowiadaj. PUSTELNIK (powolnie i smutnie) Trup... trup!... tak jest, moje dziecię. DZIECI Trup... trup... ach! ach! nie bierz tata! PUSTELNIK Umarły!... o nie! tylko umarły dla świata! Jestem pustelnik, czy mnie rozumiecie KSIĄDZ Skąd przychodzisz tak nierano? Kto jesteś? jakie twe miano? Kiedy się tobie przypatruję z bliska, Zdaje się, że cię kiedyś widziałem w tej stronie. Powiedz, mój bracie, jakiegoś ty rodu? PUSTELNIK O tak! tak, byłem tutaj... o, dawno! za młodu! Przed śmiercią!... będzie trzy lata! Lecz co tobie do mego rodu i nazwiska? Gdy dzwonią po umarłym, dziad stoi przy dzwonie, Pytają ludzie, kto zeszedł ze świata? (udając dziada) A na co ta ciekawość? zmów tylko pacierze . Otóż ja także umarły dla świata. Na co tobie ciekawość, zmów tylko pacierze. Nazwiska, (patrzy na zegar) jeszcze rano... powiedzieć nie mogę; Idę z daleka; nie wiem, z piekła czyli z raju, I dążę do tegoż kraju. Mój Księże, pokaż, jeśli wiesz, drogę! KSIĄDZ (łagodnie, z uśmiechem) Dróg śmierci pokazywać nie chciałbym nikomu. (poufale) My, księża, tylko błędne prostujemy ścieżki. PUSTELNIK (z żalem) Inni błądzą, Ksiądz w małym, ale własnym domu, Czy to na wielkim świecie pokój lub zamieszki, Czy gdzie naród upada, czy kochanek ginie, O nic nie dbasz usiadłszy z dziećmi przy kominie. A ja się męczę w słotnej, ciemnej porze! Słyszysz, jaki szturm na dworze? Czy widzisz łyskanie gromu? (ogląda się) Błogosławione życie w małym, własnym domu! (śpiewa) Kto miłości nie zna, ten żyje szczęśliwy, I noc ma spokojną, i dzień nietęskliwy. W cichym, własnym domu! (śpiewa) Z pałaców sterczących dumnie Znijdź, piękna, do mojej chatki; Znajdziesz u mnie świeże kwiatki, Czułe serce znajdziesz u mnie. Widzisz ptasząt zalecanki, Słyszysz srebrny szmer strumyka; Dla kochanka i kochanki Dosyć domku pustelnika. KSIĄDZ Kiedy tak chwalisz mój dom i kominek, Patrz, oto ogień służąca nakłada, Siądź i pogrzej się; tobie potrzebny spoczynek. PUSTELNIK Pogrzej się! dobra, Księże, arcyprzednia rada! (śpiewa pokazując na piersi) Nie wiesz, jaki tu żar płonie, Mimo deszczu, mimo chłodu, · Zawsze płonie! Nieraz chwytam śniegu, lodu, Na gorącym cisnę łonie; I śnieg tonie, i lód tonie, Z piersi moich para bucha, Ogień płonie! Stopiłby kruszce i głazy, Gorszy niż ten tysiąc razy, (pokazując kominek) Milion razy! I śnieg tonie, i lód tonie, Z piersi moich para bucha, Ogień płonie! KSIĄDZ (na stronie) Ja swoje, a on swoje; - nie widzi, nie słucha. (do Pustelnika) Jednak do nitki przemoczony wszystek, Zbladłeś, przeziąbłeś strasznie, drżysz jak listek. Ktokolwiek jesteś, długą przejść musiałeś drogę. PUSTELNIK Kto jestem?... jeszcze rano... powiedzieć nie mogę. Idę z daleka, nie wiem, z piekła czyli z raju. A dążę do tegoż kraju. Tymczasem małą dam tobie przestrogę. KSIĄDZ (na stronie) Trzeba z nim, widzę, innego sposobu. PUSTELNIK Pokaż... wszak dobrze wiesz do śmierci drogę? KSIĄDZ Dobrze, gotówem na wszelkie usługi, Lecz od twojego wieku aż do grobu Gościniec jest arcydługi. PUSTELNIK (z pomieszaniem i smutnie sam do siebie) Ach, tak prędko przebiegłem gościniec tak długi! KSIĄDZ Dlatego jesteś znużony i chory. Posil się; wraz przyniosę jadło i napoje. PUSTELNIK (z obłąkaniem) A potem pójdziem? KSIĄDZ (z uśmiechem) Zróbmy na drogę przybory. Czy dobrze? PUSTELNIK (z roztargnieniem i nieuwagą) Dobrze. KSIĄDZ Chodźcie, dzieci moje! Oto mamy w domu gościa; Nim ja powrócę, bawcie jegomościa. (odchodzi) DZIECKO (oglądając) Czemu waspan tak jesteś dziwacznie ubrany? Jak strach albo rozbójnik, co to mówią w bajce, Z różnych kawałków sukmany, Na skroniach trawa i liście, Wytarte płótno, przy pięknej kitajce? (postrzega sztylet, Pustelnik chowa) Jaka to na sznurku blacha? Różne paciorki, wstążek okrajce? Cha cha cha cha! Dalibóg, waspan wyglądasz na stracha! Cha cha cha cha! PUSTELNIK (zrywa się i jakby przypomina się) O dziatki, wy się ze mnie śmiać nie powinniście! Słuchajcie, znałem pewną kobietę za młodu, Tak jak ja nieszczęśliwą, z takiego powodu! Miała takąż sukienkę i na głowie liście. Gdy weszła do wsi, cała wieś nawałem, Urągając się z jej biedy, Pędzi, śmieje się, wykrzyka, Podrzyźnia, palcem wytyka: Ja się raz tylko, raz tylko zaśmiałem! Kto wie, jeśli nie za to?... słuszne sądy boże! Lecz któż mógł przewidzieć wtedy, Że ja podobną sukienkę włożę? Ja byłem taki szczęśliwy! (śpiewa) Kto miłości nie zna, ten żyje szczęśliwy, I noc ma spokojną, i dzień nietęskliwy. (Ksiądz przychodzi z winem i talerzem) PUSTELNIK (z wymuszoną wesołością) Księże, a lubisz ty smutne piosenki? KSIĄDZ Nasłuchałem się ich w życiu dosyć, Bogu dzięki! Lecz nie traćmy nadziei, po smutkach wesele. PUSTELNIK (śpiewa) A odjechać od niej nudno, A przyjechać do niej trudno! Prosta piosenka, ale dobrą myśl zawiera! KSIĄDZ No! potem o tym, teraz zajrzyjmy do misy. PUSTELNIK Prosta pieśń! o! w romansach znajdziesz lepszych wiele! (z uśmiechem, biorąc książki z szafy) Księże, a znasz ty żywot Heloisy? Znasz ogień i łzy Wertera? (śpiewa) Tylem wytrwał, tyle wycierpiałem, Chyba śmiercią bole się ukoją; Jeślim płochym obraził zapałem, Tę obrazę krwią okupię moją. (dobywa sztylet) KSIĄDZ (wstrzymuje) Co to ma znaczyć?... szalony! czy można? Odbierzcie mu żelazo, rozdejmijcie pięście. Jesteś ty chrześcijanin? taka myśl bezbożna! Znasz ty Ewangeliją? PUSTELNIK A znasz ty nieszczęście? (chowa sztylet) Ale dobrze! nie trzeba chwytać się przed porą, (patrzy na zegar) Skazówka na dziewiątej i trzy świece gorą! (śpiewa) Tylem wytrwał, tyle wycierpiałem, Chyba śmiercią bole się ukoją; Jeślim płochym obraził zapałem, Tę obrazę krwią okupię moją. Za coś dla mnie tyle ulubiona? Za com z twoim spotkał się wejrzeniem? Jednąm wybrał z tylu dziewcząt grona, I ta cudzym przykuta pierścieniem! Ach, jeśli ty Getego znasz w oryginale, Gdyby przy tym jej głosek i dźwięk fortepianu! Ale cóż? ty o boskiej tylko myślisz chwale, Oddany twego tylko powinnościom stanu. (przerzucając książkę) Wszakże lubisz książki świeckie?... Ach, te to, książki zbójeckie! (ciska książkę) Młodości mojej niebo i tortury! One zwichnęły osadę mych skrzydeł I wyłamały do góry, Że już nie mogłem nad dół skręcić lotu. Kochanek przez sen tylko widzianych mamideł; Nie cierpiąc rzeczy ziemskich nudnego obrotu, Gardzący istotami powszedniej natury, Szukałem, ach! szukałem tej boskiej kochanki; Której na podsłonecznym nie bywało świecie, Którą tylko na falach wyobraźnej pianki Wydęło tchnienie zapału, A żądza w swoje własne przystroiła kwiecie. Lecz gdy w czasach tych zimnych nie ma ideału, Przez teraźniejszość w złote odleciałem wieki, Bujałem po zmyślonym od poetów niebie, Goniąc i błądząc, w błędach nieznużony goniec; Wreszcie, na próżno zbiegłszy kraj daleki, Spadam i już się rzucam w brudne uciech rzeki: Nim rzucę się, raz jeszcze spojrzę koło siebie! I znalazłem ją na koniec! Znalazłem ją blisko siebie, Znalazłem ją!... ażebym utracił na wieki! KSIĄDZ Podzielam twoję boleść, nieszczęśliwy bracie! Lecz może jest nadzieja? są różne sposoby... Słuchaj, czy już od dawna doświadczasz choroby? PUSTELNIK Choroby? KSIĄDZ Czy już dawno płaczesz po twej stracie? PUSTELNIK Jak dawno? dałem słowo, powiedzieć nie mogę; Kto inny powie tobie. Mam ja towarzysza, Zawżdy z nim razem odbywamy drogę! (ogląda się) Ach, tu tak ciepło, wygodna zacisza; A na podwórżu wicher, gromy, burza sroga! Mój towarzysz zapewne biedny drży u proga! Gdy nas razem wyroki nielitośne pędzą, Dobry Księże, i jego przyjmij na gospodę KSIĄDZ Nigdy nie zamykałem drzwi moich przed nędzą. PUSTELNIK Ale stój, stój, mój bracie, ja sam go przywiodę. (odchodzi) DZIECIĘ Cha cha cha! tato, co się jemu dzieje? Biega i gada ani to, ni owo. Jakie dziwaczne ubiory! KSIĄDZ Dzieci, będzie ten płakał, kto się z płaczu śmieje! Nie śmiejcie się! to człowiek bardzo biedny, chory. DZIECI Chory? a on tak biega, wygląda tak zdrowo! KSIĄDZ Zdrów na twarzy, lecz w sercu głębokie ma rany. PUSTELNIK, (ciągnąc gałąź jedliny) Chodź, bracie, chodź tu!... KSIĄDZ (do Dzieci) On ma rozum pomieszany. PUSTELNIK (do jodły) Chodź, bracie, nie lękaj się dobrego księżyny, DZIECI Tato! ach, patrzaj, co on w ręku niesie: Jak zbójca z wielką gałęzią jedliny. PUSTELNIK (do Księdza, ukazując gałąź) Pustelnik przyjaciela znajdzie chyba w lesie! Może cię zdziwia jego postać? KSIĄDZ Czyja? PUSTELNIK Mojego przyjaciela. KSIĄDZ Jako? tego kija? PUSTELNIK Niezgrabny, jak mówiłem, wychowany w lesie. Przywitaj się! (podnosi gałąź) DZIECI Co robisz? co robisz? ach, zbójca! Pójdźże precz, rozbójniku, nie zabij nam ojca! PUSTELNIK O, prawda, moje dziatki, jest to wielki zbójca! Ale on tylko sam siebie rozbija! KSIĄDZ Upamiętaj się, bracie; do czego ta jodła? PUSTELNIK Jodła? a, Ksiądz uczony! o głowo ty, głowo! Przypatrz się lepiej, poznaj gałąź cyprysową; To pamiątki rozstania, mego losu godła. (bierze książki) Weź księgę i odczytaj dzieje zeszłych wieków: Dwie były poświęcone krzewiny u Greków. Kto kochał, od swej lubej ukochany wzajem, Błogie włosy mirtowym przyozdabiał majem. (po pauzie) Jej ręką ułamana gałąź cyprysowa Zawsze mi przypomma ostatnie bądź zdrowa! Przyjąłem ją, schowałem, dotąd wiernie służy! Nieczuła, lepsza od tych niby czułych ludzi. Jej płacz mój nie rozśmiesza i skarga nie nudzi; Jedna mi pozostała, z przyjaciół tak wielu! Wszystkie tajniki serca mojego posiada; Jeśli chcesz o mnie wiedzieć, pytaj, przyjacielu, Zostawię was sam na sam, niech resztę wygada. (do gałęzi) Powiedz, jak dawno płaczę lubej straty. Dawno to być musiało! przed dawnymi laty! Pamiętam, kiedy cyprys przyjąłem z jej ręki, Był to listeczek taki, ot taki maleńki; Zaniosłem, posadziłem na piasku, daleko... I gorącą łez moich polewałem rzeką. Patrz, jaka z liścia gałązka urosła, Jaka gęsta i wyniosła! Kiedy mię boleść ostatnia dotłoczy, Nie chcąc na zagniewane poglądać niebiosa, Okryłem mój grobowiec cieniem tych warkoczy. (z łagodnym uśmiechem) Ach, taki właśnie był kolor jej włosa Jak te cyprysu gałązki! Chcesz? pokażę. (szuka i ciągnie od piersi) Nie mogę odpiąć tej zawiązki. (coraz z większym sileniem się) Zawiązka miękka... z warkocza dziewicy... Lecz skorom tylko położył na łonie, Opasała mię wkoło na kształt włosiennicy; Pierś przejada... w ciało tonie!... Tonie, tonie, i wkrótce przetnie mi oddechy! Wiele cierpię! ach! bo też wielkie moje grzechy! KSIĄDZ Uspokój się, uspokój! Przyjm słowo pociechy! Ach, tak okropne bole, moje dziecię, Za twe na ziemi jakieżkolwiek grzechy Przyjmie w rachunku Bóg na tamtym świecie! PUSTELNIK Grzechy? i proszę, jakież moje grzechy? Czyliż niewinna miłość wiecznej godna męki? Ten sam Bóg stworzył miłość, który stworzył wdzięki. On dusze obie łańcuchem uroku Powiązał na wieki z sobą! Wprzód, nim je wyjął ze światłości stoku, Nim je stworzył i okrył cielesną żałobą, Wprzódy je powiązał z sobą! Teraz, kiedy złych ludzi odłącza nas ręka, Rozciąga się ten łańcuch, ale się nie spęka! Czucia nasze dzielącej uległe przeszkodzie, Chociaż nigdy nie mogą napotkać się z bliska, Przecież zawżdy po jednym biegają obwodzie, Łańcuchem od jednego skreślone ogniska. KSIĄDZ Jeżeli Pan Bóg złączył, ludzie nie rozłączą! Może się troski wasze pomyślnie zakończą. PUSTELNIK Chyba tam! gdy nad podłym wzbijemy się ciałem, Złączy się znowu jedność, dusza z duszą zleje; Bo tutaj wszelkie dla nas umarły nadzieje, Tutaj ja się z mą lubą na wieki rozstałem! (po pauzie) Obraz tego rozstania dotąd w myśli stoi. Pamiętam, śród jesieni... przy wieczornym chłodzie; Jutro miałem wyjechać... błądzę po ogrodzie! W rozmyślaniu, w modlitwach szukałem tej zbroi, Którą bym odział serce, miękkie z przyrodzenia, I wytrzymał ostatni pocisk jej spojrzenia! Błądziłem po zaroślach, gdzie mnie oczy niosą. Noc była najpiękniejsza! Pamiętam dziś jeszcze: Na kilka godzin pierwej wylały się deszcze, Cała ziemia kroplistą połyskała rosą. Doliny mgła odziewa jakby morze śniegu, Z tej strony chmura gruba napędzała lawy, A z tamtej strony księżyc przezierał bladawy, Gwiazdy toną w błękicie po nocnym obiegu. Spojrzę... jak raz nade mną świeci gwiazdka wschodnia; O, znam ją odtąd dobrze, witamy się co dnia! Spojrzę na dół... na szpaler... patrz, tam przy altanie, Ujrzałem ją niespodzianie! Suknią między ciemnymi bielejąca drzewy Stała w miejscu, grobowej podobna kolumnie; Potem biegła, jak lekkie zefiru powiewy, Oczy zwrócone w ziemię... nie spojrzała ku mnie! A lica jej bardzo blade. Nachylam się, zajrzę z boku, I dojrzałem łezkę w oku; Jutro, rzekłem, jutro jadę! Bądź zdrów - odpowie z cicha: ledwie posłyszałem Zapomnij! ... Ja zapomnę? o! rozkazać snadno! Rozkaż, luba, twym cieniom, niechaj wraz przepadną I niech zapomną biegać za twym ciałem!... Rozkazać snadno! Zapomnij ! (śpiewa) Przestań płakać, przestań szlochać, Idźmy każdy w swoję drogę, Ja cię wiecznie będę... (urywa śpiewanie) wspominać, (kiwa głową) (śpiewa) Ale twoją być nie mogę! Wspominać tylko?... jutro. jutro jadę! Chwytam za rączki i na piersi kładę. (śpiewa) Najpiękniejsza, jak aniołek raju, Najpiękniejsza ze wszystkich dziewica, Wzrok niebieski, jako słońce w maju, Odstrzelone od modrych wód lica. Pocałunek jej, ach, nektar boski! Jako płomień chwyta się z płomieniem, Jak dwóch lutni zlewają się głoski Harmonijnym ożenione brzmieniem. Serce z sercem zbiega, zlatuje się, ściska, Lica, usta łączą się, drżą, palą, Dusza wionie w duszę... niebo, ziemia pryska Roztopioną dokoła nas falą! Księże! o nie! ty tego nie czujesz obrazu! Ty cukrowych ust lubej nie tknąłeś ni razu! Niech ludzie świeccy bluźnią, szaleją młokosy, Serce twe skamieniało na natury głosy. O! luba, zginąłem w niebie, Kiedym raz pierwszy pocałował ciebie! (śpiewa) Pocałunek jej, ach, nektar boski! Jako płomień chwyta się z płomieniem, Jak dwóch lutni zlewają się głoski Harmonijnym ożenione brzmieniem. (Chwyta Dziecię i chce pocałować; Dziecię ucieka) KSIĄDZ Czegoż boisz się sobie równego człowieka? PUSTELNIK · Przed nieszczęśliwym, ach, wszystko ucieka, Jakby przed straszydłem z piekła! Ach, tak! i ona przede mną uciekła! ...Bądź zdrów! ...i w długiej ulicy Niknie na kształt błyskawicy. (do Dzieci) I czegoż ona przede mną uciekła? Czylim ją śmiałym przeraził wejrzeniem? Czyli słówkiem lub skinieniem? Muszę przypomnieć ! (przypomina) Tak się w głowie kręci!... Nie! nie! ja wszystko widzę jak na dłoni, Nie zgubiłem żadnego wyrazu z pamięci; Dwa tylko słowa powiedziałem do niéj. (z żalem) Księże, dwa tylko słowa! Jutro! bądź zdrowa! Bądź zdrów!... Gałązkę odrywa, podaje... Oto jest, rzekła: co nam tu (na ziemię pokazuje) zostaje! Bądź zdrów! - i w długiej ulicy Niknie na kształt błyskawicy! KSIĄDZ Młodzieńcze, ja głęboko czuję, co cię boli! Lecz słuchaj, są tysiące biedniejszych od ciebie. Ja sam już nie na jednym płakałem pogrzebie. Po ojcu i po matce już mówię pacierze, Dwoje małych dziateczek aniołkami w niebie; Ach, i moja wspólniczka szczęścia i niedoli, Małżonka moja, którą kochałem tak szczerze!... Ale cóż robić? Pan Bóg daje, Pan Bóg bierze! Niechaj się dzieje według Jego świętej woli! PUSTELNiK (mocno) Żona? KSIĄDZ Ach, to wspomnienie serce mi rozdarło! PUSTELNIK Jak to? gdzie się obrócę, wszyscy płaczą żony! Lecz ja nie winien, twojej nie widziałem żony! (spostrzega się) Słuchaj! przyjmij pociechę, małżonku strapiony, Żona twoja przed śmiercią już była umarłą! KSIĄDZ Jak to? PUSTELNIK (mocniej) Gdy na dziewczynę zawołają: żono! Już ją żywcem pogrzebiono! Wyrzeka się przyjaciół, ojca, matki, brata, Nawet... słowem, całego wyrzeka się świata, Skoro stanęła na cudzym progu! KSIĄDZ Chociaż wyznania twoje mgła żalu pokrywa, Wszakże ta, której płaczesz, jest podobno żywa? PUSTELNIK (z ironią) Żywa? właśnie jest za co podziękować Bogu! Żywa? jako? nie wierzysz! cóż się tobie zdaje? Poprzysięgnę, uklęknę, palce na krzyż złożę, Ona umarła i ożyć nie może!... (po pauzie z wolna) Ależ bo różne są śmierci rodzaje: Jedna śmierć jest pospolita. Śmiercią tą starzec, kobiéta, Dziecię, mąż, słowem, tysiące Ludzi umiera co chwila I taką śmiercią Maryla, Którą widziałem na łące. (śpiewa) Tam u Niemnowej odnogi, Tam u zielonej rozłogi, Jaki to sterczy kurhanek? Spodem uwieńczon jak w wianek, W maliny, ciernie i głogi... (przestaje śpiewać) Ach, i to jest widok srogi, Kiedy piękność w życia kwiecie, Ledwie wschodząca na świecie, Żegnać się musi z lubym jeszcze światem! Patrz, patrz, blada na pościeli, Jak na obłoczkach mglisty poranek! Z płaczem dokoła stanęli: I smutny ksiądz u łóżka, I smutniejsza czeladka, I smutniejsza od niej drużka, I smutniejsza od nich matka, I najsmutniejszy kochanek. Patrz, uchodzi z lica krasa, Wzrok zapada i zagasa, Ale jeszcze, jeszcze świeci; Usta, gdzie się róża kwieci, Więdną, gubią blask szkarłatu, I jak z piwoniji kwiatu Wycięty wąski listeczek, Taka siność jej usteczek. Podniosła głowę nad łóżko, Rzuciła na nas oczyma: Głowa opada na łóżko, W twarzyczce bladość opłatka. Ręce stygną, a serduszko Bije z cicha, bije z rzadka, Już stanęło, już jej nié ma; Oko to, niegdyś podobne słonku... Czy widzisz, Księże, pierścienie? Smutna pamiątka została! Jak w pierścionku Brylant pała, Takie jaśniały w oczach płomienie. Lecz iskra duszy już się nie pali! Błyszczą one jak rdzeni spróchniałej światełka, Jak na gałązkach wody perełka, Kiedy ją wicher skrysztali. Podniosła głowę nad łóżko, Rzuciła na nas oczyma, Głowa opada na łóżko, W twarzyczce bladość opłatka, Ręce stygną, a serduszko Bije z cicha, bije z rzadka. Już stanęło... już jej nié ma! DZIECIĘ Umarła! ach, jaka szkoda! Słuchając płakałem szczerze. Czy to znajoma twoja, czy siostrzyczka młoda? Ale nie płacz, niechaj jej wieczny pokój świeci, Będziemy za nię co dzień mówili pacierze. PUSTELNIK To jedna śmierć, moje dzieci; Ale jest straszniejsza druga, Bo nie umarza od razu, Powolna, bolesna, długa: Śmierć ta dwie społem osoby ugodzi, Lecz moje tylko zabija nadzieje, Drugiej bynajmniej nie szkodzi. Ona żyje, ona chodzi, Kilka drobnych łez wyleje, Potem w niej czucie rdzawieje, I została na kształt głazu. Ach, dwie osoby uderza od razu! Lecz moje tylko zabiła nadzieje, A jej bynajmniej nie szkodzi! Kwitnie życiem, kwitnie zdrowiem. Taką śmiercią umarła... kto? o nie... nie powiem! Nieprawdaż, dzieci? straszniejsza daleko, Gdy trup z rozwartą, ot tak, powieką. (Dzieci uciekają) Jednak umarła!... Kiedy płaczę, ręce łamię, Zbiegli się ludzie dokoła, Wyciągają długie szyje, Jeden mówi, że ja kłamię, Drugi potrąca i woła: patrz, szaleńcze, ona żyje! (do Księdza) Nie wierz, choćby ci szyderce Po tysiąc razy mówili: Słuchaj, co mówi to serce: Nie masz, nie masz Maryli! (po pauzie) Jeszcze rodzaj śmierci trzeci: Śmierć wieczna, jak Pismo mówi. Biada, biada człowiekowi, Którego ta śmierć zabierze! Tą śmiercią może ja umrę, dzieci; Ciężkie, ciężkie moje grzechy! KSIĄDZ Przeciwko światu i przeciwko sobie Cięższe twoje, niżeli przeciw Bogu, grzechy. Człowiek nie jest stworzony na łzy i uśmiechy, Ale dla dobra bliźnich swoich, ludzi. Jakkolwiek w twardej Bóg doświadcza probie, Zapomnij o swym proszku, zważ na ogrom świata Ta myśl wielka pomniejsze zapały przystudzi. Sługa boży pracuje do późnego lata, Gnuśnik tylko zawczasu zamyka się w grobie, Nim go Pan trąbą straszliwą przebudzi. PUSTELNIK (zdziwiony) Księże! a to są czary? sztuka niepojęta! (na stronie) Musi posiadać czarodziejskie sztuki, Albo też nas podsłuchał i wszystko pamięta (do Księdza) Wszak ja od niej słyszałem też same nauki! Cała rzecz słowo w słowo jak z ust jej wyjęta, Przy owym pożegnaniu, owego wieczora. (z ironią) Właśnie, właśnie to była do kazania para! Słyszałem od niej słówek pięknobrzmiących wiele: Ojczyzna i nauki, sława, przyjaciele! Lecz teraz groch ten całkiem od ściany odpada, Ja sobie spokojnie drzémię. Kiedyś duch mój przy wieszczym zapalał się rymie, Kiedyś budził mię ze snu tryumf Milcyjada. (śpiewa) Młodości, ty nad poziomy Wylatuj, a okiem słońca Ludzkości całe ogromy Przeniknij z końca do końca! Już tchnienie jej rozwiało te kształty olbrzymie! Został się lekki cienik, mara blada, Drobniuchne źdźbła odłamki Które lada motyl spasa, Które by ona mogła wciągnąć z odetchnieniem; A ona chce budować na tym proszku zamki! Zrobiwszy mnie komarem, chce zmienić w Atlasa Dźwigającego nieba kamiennym ramieniem. Na próżno! jedna tylko iskra jest w człowieku, Raz tylko w młodocianym zapala się wieku. Czasem ją oddech Minerwy roznieci, Wtenczas nad ciemne plemiona Powstaje mędrzec, i gwiazda Platona W długie wieki wieków świeci. Iskrę tę jeśli duma rozżarzy w pochodnie, Wtenczas zagrzmi bohater, pnie się do szkarłatu Przez wielkie cnoty i przez większe zbrodnie, I z pastuszego kija robi berło światu  Albo skinieniem oka stare trony wali. (po pauzie, z wolna) Czasem tę iskrę oko niebianki zapali, Wtenczas trawi się w sobie, świeci sama sobie Jako lampa w rzymskim grobie. KSIĄDZ O nieszczęśliwy zapaleńcze młody! W żalach, które tak mocno zraniona pierś jąka, Że nie jesteś zbrodniarzem, odkrywam dowody; I że piękność, za którą twój się rozum błąka, Nie z samej tylko powabna urody. Jak z zapałem kochałeś, tak naśladuj godnie Myślenia i uczucia niebieskiej istoty. Zbrodniarz ją kochający wróciłby do cnoty, A ty, niby cnotliwy, puszczasz się na zbrodnie! Jakakolwiek przeszkoda tutaj was rozdwoi: Idą ku sobie gwiazdy, choć je mgły zaciemią, Mgła zniknie, gwiazda z gwiazdą na wieki się spoi, Łańcuchy tu wiążące prysną razem z ziemią, A tam nad ziemią znowu poznają się swoi, I namiętność, choć zbytnią, Pan Bóg wam przebaczy. PUSTELNIK Jako? ty wiesz o wszystkim? co to wszystko znaczy? (udaje głos Księdza) Jej serce równie święte, jak powabne lice! Łańcuch, który tu wiąże, nad ziemlią opadnie! Ty wiesz o wszystkim, ty nas podsłuchałeś zdradnie, Wyłudziłeś tajemnicę Ukrywaną w sercu na dnie, O której przyjaciele nie wiedzą najszczersi. Bo jednę rękę na cyprysu drzewie, A drugą kładąc na piersi, Zaprzysięgliśmy milczeć, i nikt o tym nie wie. Ale tak, przypominam... tak, jednego razu, Kiedy przez czarodziejski pędzla wynalazek Odkradzione jej wdzięki przeniosłem w obrazek, Przyjaciołom okazać chciałem cud obrazu. Lecz to, co mnie unosi, ich nawet nie ruszy, Czułość dla nich zabawą, która nam potrzebą; Nie mają oka duszy, nie przejrzą do duszy! Zimnym cyrklem chcą mierzyć piękności zalety! Jak wilk lub jak astronom patrzają na niebo. Inny jest wzrok pasterza, kachanka, poety. Ach! ja tak ją na martwym ubóstwiam obrazku, Że nie śmiem licem skazić jej bezbronnych ustek, I gdy dobranoc daję przy księżyca blasku Albo jeśli w pokoju lampa jeszcze płonie, Nie śmiem rozkryć mych piersi, z szyi odpiąć chustek, Nim jej listkiem cyprysu oczu nie zasłonię. A moi przyjaciele!... żałuję pośpiechu!.. Jeden, gdy ubóstwienie w oku moim czyta, Ledwie zgryzioną wargą nie upuścił śmiechu, I rzekł ziewając: At sobie kobiéta! Drugi przydał: Jesteś dziecko! ... Ach, ten to starzec z swoim przeklętym rozumem Pewnie wydał nas zdradziecko! (coraz z większym pomieszaniem) Opowiedział na rynku, przed dziećmi, przed tłumem; A ktoś z tych dziatek, albo z gawiedzi, Przyszedł i księdzu wyznał na spowiedzi... (z największym obłąkaniem) Możeś ty mnie podstępnie badał na spowiedzi? KSIĄDZ I na cóż nam te zdrady, spowiedź i podstępy? Chociaż się dziwnym kłębkiem twoja żałość gmatwa, Lecz czyj wzrok na bieg czucia nie jest całkiem tępy, Temu do wywikłania tajemnica łatwa. PUSTELNIK Prawda! lecz to są ludzkiej własności narowy, Że, co dzień cały w sercu tkwi boleśnie, Na noc przechodzi do głowy: Wtenczas człowiek sam nie wie, co rozplecie we śnie. Dawno, dawno!... raz miałem przypadek ten samy. Po pierwszym z nią widzeniu wróciwszy do domu Poszedłem spać, ni słówka nie mówiąc nikomu. Nazajutrz, gdy dzień dobry przyniosłem dla mamy: Co to jest, mówi do mnie, żeś taki pobożny? Modlisz się przez noc całą, wzdychasz nieustannie I litaniją mówisz o Najświętszej Pannie . Zrozumiałem i na noc zamknąłem podwoje, Ale teraz nie mogę być równie ostrożny. Nie mam domu; gdzie przyjdę, tam posłanie moje, A często przez sen gadam... w myślach jak na fali! Ustawna burza, zawieja, Błyśnie i zmierzchnie, Mnóstwo się zarysów skleja, W jakieś tworzydło ocali, I znowu pierzchnie. Jeden tylko obrazek na zawsze wyryty, Czy rzucam się na piasek i patrzę w głąb ziemną; Błyszczy jak księżyc w wodzie odbity: Nie mogę dostać, lecz błyszczy przede mną; Czyli wzrokiem od ziemi strzelę na błękity, Za moim wzrokiem dokoła Płynie i postać anioła Aż na górne nieba szczyty. Potem jak orlik na żaglach pierza (patrząc w górę) Stanie w chmurze i z wysoka, Nim sam upadnie na zwierza, Już go zabił strzałą oka; Nie wzrusza się i z lekka w jednym miejscu chwieje, Jakby uplątany w sidło Albo do nieba przybity za skrzydło: Tak właśnie ona nade mną jaśnieje! (śpiewa) Czyli słońce światu płonie, Czy noc wciąga szatę ciemną; Jej wyglądam, za nią gonię, Zawsze przy mnie, lecz nie ze mną! Otóż, gdy ona stanie przed mymi oczyma, A sam jestem na polu albo w gajów cieniu, Na próżno każę milczeć, język nie dotrzyma, Przemówię do niej słówko, nazwę po imieniu, A zły człowiek podsłucha. Tak właśnie dziś rano Zdradliwie mię podsłuchano. Ranek był... wraz opiszę. Pamiętam dziś jeszcze, Na kilka godzin pierwej wylały się deszcze, W dolinach tuman na kształt prószącego śniegu, A na łąkach zaranna połyska się rosa, Gwiazdy w błękit tonęły po nocnym obiegu: · Jedna tylko nade mną świeci gwiazdka wschodnia; Którą wtenczas widziałem, którą widzę co dnia. Tam przy altanie (spostrzega się) cha! cha! pobiegłem z ukosa... To nie o tym poranku ! ha ! szał romansowy ! Przeklęty zawrocie głowy!... (po pauzie przypomina) Był ranek; kiedy dumam, narzekam i jęczę, Deszcz lał jak z wiadra, tęgi wicher dmuchał; Utuliłem głowę w krzaczek... (z łagodnym uśmiechem) Ten ladaco mię podsłuchał... Lecz nie wiem; czy tylko jęki, Czy nawet imię podsłuchał; Bo bardzo blisko był krzaczek. KSIĄDZ O biedny, biedny młodzieńcze! Co mówisz? kto cię podsłuchał? PUSTELNIK (poważnie) Kto? oto pewny robaczek maleńki Który pełzał tuż przy głowie, Świętojański to robaczek. Ach, jakie ludzkie stworzenie! Przypełznął do mnie i powie (Zapewne mię chciał pocieszyć): Biedny człowieku, po co to jęczenie? Ej, dosyć rozpaczą grzeszyć! Kto temu winien, że piękna dziewczyna, Żeś czuły? nie twoja wina. Patrz, mówił dalej robaczek, Na iskrę, co ze mnie strzela I cały objaśnia krzaczek. Zrazu szukałem w niej chluby, Teraz widzę, że będzie przyczyną mej zguby I zwabi nieprzyjaciela. Iluż to braci moich złe jaszczurki spasły! Kląłem więc ozdobę własną, Która na mnie śmierć sprowadza, Chcę, żeby te iskry zgasły; Ale cóż robić? nie moja w tym władza. I póki żyję, te iskry nie zgasną . (po pauzie, pokazując na serce) Tak, póki żyję, te iskry nie zgasną! DZIECI A posłuchajcie... a jaki cud, jaki! Tato, słyszałeś o cudzie? (Ksiądz odchodzi, ściskając ramionami) Czy można, żeby robaki Rozmawiały tak jak ludzie? PUSTELNIK Czemuż nie? chodź tu, malcze, pod kantorek, Nachyl s...

 

>>>Kup "matura cd" !!!<<<

SZYBKA ŚCIĄGA








Lektury - spis. Jak pisać.

PRZYDATNE INFORMACJE

» bezpłatna powtórka przed maturą z WOS’u

» wiosenny semestr na Uniwersytecie

» internetowe warsztaty dla maturzystów

» salon edukacyjny Perspektywy 2011

» konkurs na najciekawszą trasę wycieczki

» weź udział w projekcie edukacyjnym

SZUKANE W PORTALU

» karta pracy tadeusz borowski odpowiedzi

» wiersz o roztargnionej królewnie

» czyje portrety znajdują się w gabinecie szymona gajowca

» spotkania z klasykami literatury wsip

» spotkania z klasykami literatury wsip

» życzenia urodzinowe w średniowiecznym stylu

więcej...

Ściągi, wypracowania, pisanie prac, prace na zamówienie, charakterystyki, prace przekrojowe, motywy literackie, opisy epok, ściągi i wypracowania z polskiego, historii, geogfafii, biologi, matura
www.e-buda.pl - ściągi i wypracowania

Copyright © 2011 e-buda.pl