PISANIE PRAC

Piszemy prace na zamówienie. Każda z prac przygotowywana jest indywidualnie na zamówienia dla klienta. Nasz kadra zmierzy się z każdym polonistycznym tematem. Więcej informacji:

INFO

ŚCIĄGI WYDRUKOWANE

Opracowaliśmy unikalne zestawy ściąg. Są to gotowe, wydrukowane komplety ściąg, które zostały przygotowane na bieżącą maturę. Więcej informacji o ściągach:

MATURA CD

Dzięki naszej płycie bez problemu przygotujesz się do matury. Na CD umieściliśmy gotowe wypracowania, opracowania, powtórki epok oraz wiele dodatków i bonusów, które pomogą Ci przygotować się do matury. Więcej informacji na temat wypracowań:

INFORMATOR

Strona główna » Matura cd » Ściągi z polskiego wypracowania z polskiego » Wypracowania z polskiego - spis  »  

>>>Kup "matura cd" !!!<<<

 

Wypracowanie to zostało zamieszczone automatycznie poprzez przekonwertowanie plików DOC na TXT. Skutkiem czego niektóre wypracowania są zamieszczone w nieestetyczny sposób za co bardzo przepraszamy wiąże się to z brakiem tabel i formatowania tekstu w plikach txt jak to ma miejsce w oryginalnych plikach doc zamieszczonych na płycie. Zamieszczone wypracowanie jest jedynie elementem informacyjnym i potwierdzającym wielkość naszego zbioru.


Poniżej przedstawione jest jedynie początkowa część wypracowania
znajdującego się na matura cd.
Oczywiście nie przedstawiamy całości
w celu zabezpieczenia się przed kopiowaniem.



Kapłanka fenicka niewiele szczęścia przyniosła Ramzesowi. Gdy pierwszy raz przyszedł odwiedzić ją w pałacyku, dotychczas zajmowanym przez Sarę, myślał, że będzie powitany z zachwytem i wdzięcznością. Tymczasem Kama przyjęła go prawie z gniewem. - Cóż to? - zawołała - już po upływie pół dnia przywróciłeś do łask nędzną Żydówkę?.. - Czyliż nie mieszka w izbie czeladniej? - odparł książę. - Ale mój rządca powiedział, że już nie będzie mi nóg myła... Pan słuchając tego doznał uczucia niesmaku. - Nie jesteś, widzę, zadowolona - rzekł. - I nie będę nią... - wybuchła - dopóki nie upokorzę tej Żydówki... Dopóki służąc mi i klęcząc u moich nóg nie zapomni, że kiedyś była twoją pierwszą kobietą i panią tego domu... Dopóki moja służba nie przestanie patrzeć na mnie ze strachem i nieufnością, a na nią z litością... Ramzesowi coraz mniej zaczęła podobać się Fenicjanka. - Kamo - rzekł - rozważ, co ci powiem. Gdyby w moim domu sługa kopnął w zęby sukę, która karmi szczenięta, wygnałbym go... Ty zaś uderzyłaś nogą między oczy kobietę i matkę... A w Egipcie, Kamo, matka to wielkie słowo, bo dobry Egipcjanin trzy rzeczy najbardziej szanuje na ziemi: bogów, faraona i matkę... - O biada mi!... - zawołała Kama rzucając się na łóżko. - Oto mam nagrodę, nędzna, żem zaparła się mojej bogini... Jeszcze tydzień temu składano mi kwiaty u nóg i okadzano wonnościami, a dziś... Książę cicho wysunął się z komnaty i odwiedził Fenicjankę dopiero po kilku dniach. Lecz znowu zastał ją w złym humorze. - Błagam cię, panie - wykrzyknęła - dbaj o mnie trochę więcej!... Bo już i służba zaczyna mnie lekceważyć, żołnierze patrzą spode łba i lękam się, ażeby w kuchni nie zatruł mi kto potraw... - Byłem zajęty wojskiem - odparł książę - więc nie mogłem odwiedzać cię... - To prawda!... - odparła gniewnie Kama. - Byłeś wczoraj pod moim gankiem, a następnie poszedłeś ku czeladniej izbie, gdzie mieszka ta Żydówka... Chciałeś mi pokazać... - Dość! - przerwał następca. - Nie byłem ani pod gankiem, ani pod izbą. Jeżeli więc zdawało ci się, iż widziałaś mnie, to znaczy, że twój kochanek, ten nikczemny Grek, nie tylko nie opuścił Egiptu, ale nawet śmie krążyć po moim ogrodzie... Fenicjanka słuchała go przerażona. - O Astoreth!... - krzyknęła nagle - ratuj mnie... O ziemio, ukryj mnie!... Bo jeżeli nędzny Lykon powrócił, grozi mi wielkie nieszczęście... Książę roześmiał się, ale już nie miał cierpliwości słuchać biadań eks-kapłanki. - Zostań w spokoju - rzekł wychodząc - i nie zdziw się, jeżeli w tych dniach przyprowadzą ci twojego Lykona związanego jak szakal. Zuchwalec ten już wyczerpał moją cierpliwość. Wróciwszy do siebie, książę wezwał natychmiast Hirama i naczelnika policji w Pi-Bast. Opowiedział im obydwom, że Lykon, Grek, z twarzy podobny do niego, kręci się około pałaców, i rozkazał schwytać go. Hiram przysiągł, że gdy Fenicjanie połączą się z policją, Grek musi wpaść w ich ręce. Ale naczelnik policji począł trząść głową. - Wątpisz? - spytał go książę. - Tak, panie. W Pi-Bast mieszka wielu bardzo pobożnych Azjatów, według zdania których kapłanka rzucająca ołtarz zasługuje na śmierć. Jeżeli więc ten Grek zobowiązał się zabić Kamę, oni będą mu pomagali, ukryją go i ułatwią mu ucieczkę. - Cóż wy na to, książę? - spytał następca Hirama. - Dostojny naczelnik policji mądrze mówi - odparł starzec. - Wszakże uwolniliście Kamę od klątwy! - zawołał Ramzes. - Za Fenicjan - odparł Hiram - ręczę, że nie tkną Kamy i będą ścigali Greka. Ale co zrobić z innymi wyznawcami Astoreth?... - Ośmielę się mniemać - rzekł naczelnik policji - że tymczasem kobiecie tej nic nie grozi. Gdyby zaś była odważną, moglibyśmy użyć jej do zwabienia Greka i złapania go tu, w pałacach waszej dostojności. - Idźże więc do niej - rzekł książę - i przedstaw plan, jaki obmyśliłeś. A jeżeli schwycisz łotra, dam ci dziesięć talentów... Gdy następca pożegnał ich, Hiram odezwał się do naczelnika: - Dostojniku, wiem, że znasz oba pisma i nieobcą ci jest kapłańska mądrość. Gdy chcesz słyszysz przez mury i widzisz w ciemnościach. Z tego powodu znasz myśli zarówno chłopa pracującego kubłem, rzemieślnika, który na targ przynosi sandały, i wielkiego pana, który w otoczeniu swoich sług czuje się bezpiecznym jak dziecko w łonie matki... - Prawdę mówisz, wasza cześć - odparł urzędnik - że bogowie udzielili mi cudnego daru jasnowidzenia. - Otóż to - ciągnął Hiram - dzięki nadprzyrodzonym zaletom swoim odgadłeś już zapewne, że świątynia Astoreth wyznaczy ci dwadzieścia talentów, jeżeli złapiesz tego nędznika, który ośmiela się przybierać postawę księcia, pana naszego. Nadto zaś w każdym razie świątynia ofiaruje ci dziesięć talentów, jeżeli wieść o podobieństwie nędznego Lykona do następcy nie rozgłosi się po Egipcie. Rzecz to bowiem gorsząca i nieprzystojna, ażeby zwykły śmiertelnik przypominał obliczem swoim osoby, które od bogów pochodzą. Niech więc to, co słyszysz o nędznym Lykonie, i cała nasza gonitwa za bezbożnikiem nie wyjdzie poza serca nasze. - Rozumiem - odparł urzędnik. - Może się bowiem trafić, że taki zbrodniarz straci życie, zanim oddamy go sądowi... - Powiedziałeś - rzekł Hiram ściskając go za rękę. Wszelka zaś pomoc, jakiej zażądasz od Fenicjan, będzie ci udzielona. Rozstali się jak dwaj przyjaciele polujący na grubego zwierza, którzy wiedzą, że nie o to chodzi: czyj oszczep trafi, lecz ażeby zdobycz była dobrze trafiona i nie wpadła w cudze ręce. Po kilku dniach Ramzes znowu odwiedził Kamę, lecz znalazł ją w stanie, który graniczył z obłędem. Kryła się w najciaśniejszej izbie swego pałacu, głodna, nie czesana, nawet nie myta, i wydawała najsprzeczniejsze rozkazy swojej służbie. Raz kazała się zgromadzać wszystkim, drugi raz wypędzała wszystkich od siebie. W nocy wołała do siebie wartę żołnierską, a po chwili uciekła od żołnierzy na strych krzycząc, że ją chcą zabić. Wobec takich postępków z duszy księcia zniknęła miłość, a zostało tylko uczucie wielkiego kłopotu. Schwycił się za głowę, gdy rządca pałacu i oficer opowiedzieli mu o tych dziwach, i szepnął: - Zaprawdę, źle uczyniłem odbierając tę kobietę jej bogini. Gdyż tylko bogini mogła cierpliwie znosić jej kaprysy!... Mimo to poszedł do Kamy i znalazł ją mizerną, potarganą i drżącą. - Biada mi!... - zawołała. - Żyję między samymi wrogami. Moja szatna chce mnie otruć, a fryzjerka nabawić jakiej ciężkiej choroby... Żołnierze tylko czekają okazji, ażeby w mej piersi utopić włócznie i miecze, a w kuchni, jestem pewna, że zamiast potraw, gotują się czarodziejskie zioła... Wszyscy dybią na moje życie... - Kamo... - przerwał książę. - Nie nazywaj mnie tak!... - szepnęła przerażona - bo mi to nieszczęście przyniesie... - Ale skąd ci te myśli przychodzą do głowy?... - Skąd?... Czy sądzisz, że w dzień nie widuję obcych ludzi, którzy ukazują się pod pałacem i znikają, nim zdołam zawołać na służbę?... A w nocy czy nie słyszę szeptów za ścianą?... - Zdaje ci się. - Przeklęci!... przeklęci!... - zawołała z płaczem. - Wszyscy mówicie, że mi się zdaje... A przecież onegdaj jakaś zbrodnicza ręka podrzuciła mi do sypialni welon, który nosiłam pół dnia, zanim poznałam, że to nie mój... żem nigdy nie miała takiego... - Gdzież ten welon? - spytał już zaniepokojony książę. - Spaliłam go, alem go pierwej pokazała moim służebnicom. - Więc choćby był nie twój, cóż ci się stało? - Jeszcze nic. Ale gdybym tę szmatę przez parę dni potrzymała w domu, z pewnością otrułabym się, albo zapadłabym w nieleczącą się chorobę... Znam Azjatów i ich sposoby!... Znudzony i zirytowany książę opuścił ją czym prędzej, pomimo błagań, aby został. Gdy jednak spytał służbę o ów welon, szatna przyznała, że to nie był welon Kamy, ale został podrzucony przez kogoś. Następca kazał podwoić warty w pałacu i dokoła pałacu i zdesperowany wracał do swego mieszkania. Nigdy bym nie uwierzył - myślał - że jedna słaba kobieta może narobić tyle zamętu!... Cztery świeżo złapane hieny nie dorównają w niespokojności tej Fenicjance!... U siebie znalazł książę Tutmozisa, który właśnie przyjechał z Memfis, ledwie miał czas wykąpać się i przebrać po podróży. - Co mi powiesz? - spytał książę ulubieńca odgadując, że nie przywiózł dobrych nowin. - Widziałeś jego świątobliwość? - Widziałem słonecznego boga Egiptu - odparł Tutmozis - a oto, co mi rzekł... - Mów - wtrącił następca. - Tak mówił pan nasz - ciągnął Tutmozis złożywszy ręce na piersiach i schyliwszy głowę. - Tak mówi pan. Przez trzydzieści cztery lata prowadziłem ciężki wóz Egiptu i tak jestem zmęczony, że już tęsknię do moich wielkich przodków, którzy zamieszkują kraj zachodni. Niebawem opuszczę tę ziemię, a wówczas syn mój Ramzes zasiądzie na tronie i czynić będzie z państwem to, co mu podyktuje mądrość... - Tak powiedział mój świątobliwy ojciec? - To są jego słowa wiernie powtórzone - odparł Tutmozis. Po kilka razy wyraźnie mówił mi pan, że nie zostawia ci żadnych rozkazów na przyszłość, abyś mógł rządzić Egiptem, jak sam zechcesz... - O święty!... Czyliż jego niemoc jest naprawdę tak ciężką?... Dlaczego nie pozwala mi przyjechać do siebie?... - pytał rozżalony książę. - Musisz być tu, bo tu możesz się przydać. - A traktat z Asyrią?... - zapytał następca. - Jest zawarty w tym sensie, że Asyria może bez przeszkód z naszej strony prowadzić wojnę na wschodzie i północy. Ale sprawa Fenicji została w zawieszeniu, dopóki ty nie wstąpisz na tron... - O błogosławiony!... o święty władco!... - wołał książę. - Od jak strasznej uchroniłeś mnie spuścizny... - Fenicja więc zostaje w zawieszeniu - prawił Tutmozis. - Lecz obok tego stała się niedobra rzecz, bo jego świątobliwość, aby dać dowód Asyrii, że nie będzie jej przeszkadzać w wojnie z ludami północnymi, rozkazał zmniejszyć naszą armię o dwadzieścia tysięcy wojsk najemnych... - Co powiedziałeś?... - wykrzyknął zdumiony następca. Tutmozis chwiał głową na znak smutku. - Prawdę mówię - rzekł i już nawet rozpuszczono cztery libijskie pułki... - Ależ to szaleństwo!... - prawie zawył następca łamiąc ręce. - Po co my się tak osłabiamy i gdzie pójdą ci ludzie?... - Otóż to, że już poszli na Pustynię Libijską i albo napadną Libijczyków, co nam narobi kłopotów, albo połączą się z nimi i razem uderzą na nasze zachodnie granice... - Nic o tym nie słyszałem!... Co oni porobili?... i kiedy to zrobili?... Żadna wieść do nas nie doszła... - wołał książę. - Bo rozpuszczeni najemnicy poszli pustynią od Memfisu, a Herhor zabronił mówić o tym komukolwiek... - Więc nawet Mefres i Mentezufis nie wiedzą o tym?... - spytał namiestnik. - Oni wiedzą - odparł Tutmozis. - Oni wiedzą, a ja nic!... Książę nagle uspokoił się, ale pobladł, a na jego młodym obliczu odmalowała się straszna nienawiść. Schwycił za obie ręce swego powiernika i mocno ściskając je szeptał: - Słuchaj... Na święte głowy mego ojca i matki... na pamięć Ramzesa Wielkiego... na wszystkich bogów, jeżeli jacy są, przysięgam, że gdy - za moich rządów - kapłani nie ugną się przed moją wolą, zgniotę ich... Tutmozis słuchał przerażony. - Ja albo oni!... - zakończył książę. - Egipt nie może mieć dwu panów... - I zwykle m...

 

>>>Kup "matura cd" !!!<<<

SZYBKA ŚCIĄGA








Lektury - spis. Jak pisać.

PRZYDATNE INFORMACJE

» bezpłatna powtórka przed maturą z WOS’u

» wiosenny semestr na Uniwersytecie

» internetowe warsztaty dla maturzystów

» salon edukacyjny Perspektywy 2011

» konkurs na najciekawszą trasę wycieczki

» weź udział w projekcie edukacyjnym

SZUKANE W PORTALU

» karta pracy tadeusz borowski odpowiedzi

» wiersz o roztargnionej królewnie

» czyje portrety znajdują się w gabinecie szymona gajowca

» spotkania z klasykami literatury wsip

» spotkania z klasykami literatury wsip

» życzenia urodzinowe w średniowiecznym stylu

więcej...

Ściągi, wypracowania, pisanie prac, prace na zamówienie, charakterystyki, prace przekrojowe, motywy literackie, opisy epok, ściągi i wypracowania z polskiego, historii, geogfafii, biologi, matura
www.e-buda.pl - ściągi i wypracowania

Copyright © 2011 e-buda.pl